Wywiady i reportażeWydarzenia
Więcej o świętychW liturgii, zwyczaje
RefleksjePrezentacje, opracowania
Nowe książkiLudzie
LokalneKultura, w prasie
InternetFormacja i nauka
DokumentyBiblioteka serwisu
AktualnościKlasztory franciszkańskie
Na świecie800-lecie franciszkanów
Wiadomości z tematu: Aktualności:
Wywiady: Nadprzyrodzone wizje w Kościele
A ty nie widziałeś Madonny? Fenomen objawień w życiu Ojca Pio
Wywiady: Przyszłość Planety wg Kościoła
1% dla Fundacji Dobrych Mediów "Przesłanie"
Wywiad: Pasterze czy rybacy ludzi?
Wywiad: Kwiaty i owoce z grodu Niepokalanej
Reportaż: Kolejka do Pustelni
Wywiad: Z Franciszkiem i Klarą… w rytmie Miłości
Wywiad: Wszyscy byli za
Wywiad: Jak zbudować udane małżeństwo?
Wywiad: O historii i dniu dzisiejszym
Wywiad: Abp. Felińskiego - droga do świętości
Wywiad: Wieje wiatr
Reportaż: Miasto Biblii, minaretów i... św. Franciszka
"Francesco" - oczami aktorów i twórców
Wywiad: Tego uczy nas Franciszek
Wywiad: W pogoni za uciekającym pociągiem
Wywiad: Moja siostra Ziemia
Wywiad: Młodość to czas powtórnych narodzin
Wywiad: Pokój i dobro między braćmi
   Następne Następne
"Francesco" - oczami aktorów i twórców
2009-05-13 09:21:30
Rozmowa o. Marka Dopieralskiego OFMConv z klasztoru franciszkanów w Kwidzynie z aktorami i twórcami musicalu "Francesco", przedstawiającego historię nawrócenia św. Franciszka z Asyżu.

o. Marek Dopieralski: Znajdujemy się przed katedrą w Kwidzynie, gdzie do 1992 roku pracowali franciszkanie. Dzisiaj, 5 maja będzie tu wystawiony musical "Francesco". Rozmawiam z aktorami w czasie próby generalnej.

Krzysztof Żabka: Gram Martina, brata Klary. Ta postać występuje tylko w pierwszym akcie, ponieważ ludzie Martinowi nagadali, że Franciszek i Klara robią nie wiadomo co... A oni robili wiadomo co... I stąd to nieporozumienie. Jako brat wstawia się za siostrą, a ona się Bogu oddała... I na tym polega moja rólka właściwie.

o.M.D.: To trochę niewdzięczna rola, historyczna... A jakie wrażenia, jeśli chodzi grę, doświadczenia z Francesco? Po raz pierwszy poza teatrem...

K.Ż.: Trzeba się zmagać z techniką, a poza tym ze wszystkim sobie poradzimy. Zabija nas pogłos, ale to normalne.

o.M.D.: Jakie to odczucie zagrać we "Francesco" dla aktora, który gra różne role w teatrze muzycznym? Czy są jakieś implikacje, przenikanie wzajemne postaci, którą się gra z samym sobą?

K.Ż.: Tutaj na pewno muzyka nas prowadzi, przynajmniej spaja się z całością. Po kilku razach w zasłuchaniu się w tej muzyce, historia Franciszka stanowi dla nas całość. Ta sceneria to ciekawe doświadczenie. Nie da się uzyskać gdzie indziej czegoś takiego, jak tutaj.

o.M.D.: Jest to ewidentnie zespolenie średniowiecznego stroju ze średniowieczną budowlą, czego się nie da zrobić w teatrze muzycznym...

K.Ż.: Dokładnie tak. Nawet zaczerpnąłem w internecie informacje na temat katedry, kiedy powstawała.

o.M.D.: Bardzo dziękuję. Zdaje się, że idzie ktoś w stroju kardynalskim...

***************************

Tomasz Fogiel (Teatr Muzyczny w Gdyni): We "Francesco" gram kardynała Hugolino dei Conti. To jest nasz kolejny występ w murach świątyni. Zagraliśmy już w Jastarni, zagraliśmy również w Gdyni, ale to był musical "Jesus Christ Super Star". Natomiast po raz pierwszy Francesco trafił tutaj do murów kościelnych. Wrażenia oczywiście są cudowne.

Wszystko to, te mury i w ogóle cała scena, bardzo potęguje wymowę tego musicalu. Zupełnie inaczej czujemy się, wychodząc tutaj "na scenę". Jest to jakby mocniejsze. Inne warunki, brak normalnej sceny - to z kolei powoduje pewne trudności techniczne, z którymi się musimy zmagać. Przyzwyczajeni jesteśmy do pewnych standardów w teatrze, czyli do nagłośnienia, odsłuchu, dyrygenta, który jest przed nami, a nie z boku. To są techniczne rzeczy, które teraz podczas próby staramy się usunąć, złagodzić pewne niedogodności, które pojawiają się w tych warunkach.

o.M.D.: Jak to jest być kardynałem na scenie?

T.F.: Powiem szczerze, że zawsze w jakiś sposób role, które gram, przenikają do człowieka, do jego umysłu, świadomości. No i przez ten moment człowiek funkcjonuje jak kardynał. Po prostu ma jak gdyby poczucie misji do spełnienia. Zachowana jest hierarchia, która jest tutaj stworzona, bo występuje również papież. Czyli te rzeczy, te relacje pomiędzy postaciami są dosyć wyraźne i na scenie dostosowujemy się do tego. Organicznie jak gdyby...

***************************

Eliza Kujawska (asystent choreografa): W spektaklu jestem mieszczanką, trędowatą... i zakonnicą oczywiście.

o.M.D.: Trędowaci to ukochani przez św. Franciszka. To chorzy, którzy niejako wywołali u niego nawrócenie. Jakie są wrażenie, bo po raz pierwszy jesteście poza teatrem...

E.K.: Obsada jest troszkę okrojona, jest na pewno inaczej. Jest dużo mniejsza scena, są mniejsze możliwości, ale myślę, że efekt będzie ten sam. To znaczy na pewno widownia wzruszy się tak samo, jak w teatrze, bo historia jest piękna, aktorzy świetnie wchodzą w te role.

o.M.D.: Franciszek ma coś do powiedzenia współczesnemu światu?

E.K.: Tak, na pewno! Ja dałabym go jako przykład dobrego człowieka, po prostu. Bo on ma w sobie dobroć, miłość do świata. Pokazuje, jak można inaczej kochać, wierząc w Boga i poświęcając się Bogu jednocześnie.

o.M.D.: Gdzie jeszcze będziecie z musicalem "Francesco"?

E.K.: Na pewno będziemy w Malborku. Z tego co wiem, jest to potwierdzone, a zresztą nie chcę zapeszać, bo jeszcze nie wiadomo... Jako ciekawostkę dodam, że dziewczyna, która gra Klarę, poczęła dziecko w trakcie pracy nad tym spektaklem. I syn nazywa się właśnie Franciszek.

o.M.D.: Czyli implikacja, przenikanie do życia cały czas trwa...

E.K.: Dużo ludzi związało się z tym spektaklem, bo on jest piękny. Poza tym rzadko się zdarza, że wszyscy autorzy żyją - i tekstu, i muzyki i libretta. Oni wszyscy i pan Kościelniak, który robił ten spektakl, jako reżyser, oni wszyscy żyją. To rzadko się zdarza w spektaklach.

Zazwyczaj libretto pisał ktoś, kto już nie żyje, a tutaj myśmy obcowali z tym wszystkim na co dzień. Oni byli w Asyżu, opowiadali nam o swoich przeżyciach, jak tworzyli tę muzykę, jak tworzyli teksty, jak poznawali całą tę historię od początku do końca. No i to było ekscytujące, dlatego ten spektakl jest tak wyjątkowy dla nas ludzi, którzy go grają.

***************************

Grażyna Drejska: W spektaklu gram mamę Franciszka.

o.M.D.: Po raz pierwszy poza teatrem?

G.D.: Akurat z "Francesco" tak, chociaż mieliśmy już zetknięcie z graniem w kościele, jak graliśmy sztukę, drugą część "Kolędy Nocki" Ernesta Bryla, "Przejście przez morze". Graliśmy u franciszkanów w Gdyni. Konieczny napisał muzykę. W ogóle granie w takiej scenerii i w takiej akustyce jest wyjątkowe, niepowtarzalne.

W teatrze są inne warunki, tu jest zupełnie inaczej. W ogóle sam musical, sam spektakl "Francesco" jest wyjątkowy. W czasie realizacji pan Kościelniak, reżyser spektaklu, zaraził nas taką energią, tak wyjątkowo się pracowało, że mamy ogromny sentyment do tego przedstawienia. Jest ono dla nas wyjątkowe. Niesie za sobą piękne treści, przynajmniej dla mnie.

o.M.D.: Jak to jest być mamą Franciszka?

G.D.: Akurat mam tutaj niewielkie zadanie.

o.M.D.: Trzeba było trochę poznać tę postać?

G.D.: Nie musiałam sięgać do literatury. Reżyser opowiedział, jaka to była kobieta. Tutaj nie ma szans, aby osobno poprowadzić wątek matki czy rodziny Francesco, jest to tylko zaznaczone. Bo sama osoba Franciszka jest tu najważniejsza. Jego relacje z Beatricze, z Klarą.

o.M.D.: Sam średniowieczny strój, przebranie się za kobietę z tamtych czasów, już samo to pewnie dostarcza emocji. Tym bardziej w średniowiecznym stroju w średniowiecznej katedrze...

G.D.: Moje skupienie akurat w tym przedstawieniu jest troszeczkę inne. Trudno to wyrazić słowami. Taka mama jestem po prostu - pełna miłości, czująca tragedię tego dziecka, czego nie odczuwa ojciec. Jest konflikt właśnie między nią a mężem, ojcem Francesca.

***************************

Renia Gosławska: We "Francesco" gram Pacyfikę, czyli siostrę Klary.

o.M.D.: Trudno jest wcielić się w tę średniowieczną postać, w przeniesieniu na współczesność?

R.G.: To jest postać, która przechodzi przełamania. Nie chce, żeby jej siostra uciekała do zakonu, boi się o nią. Ale w końcu gdzieś tam w niej takie przełamanie następuje i postanawia razem z nią wstąpić do zakonu. Poddaje się ścince włosów i przy niej trwa. Myślę, że nie tylko dlatego, że jest jej siostrą, ale także dlatego, że czuje tak samo jak ona.

o.M.D.: Po raz pierwszy w murach świątyni?

R.G.: Byliśmy w Bydgoszczy z "Francesco", ale to był teatr. Niesamowite jest po raz pierwszy zagrać w murach kościoła. Cała historia, która się dzieje, jest jakby świecką opowieścią. Tak naprawdę opowieść "Francesco" jest opowieścią o miłości. Ona może dotknąć wszystkich ludzi, niewierzących i wierzących. Niesamowitą aurę daje kościół, to że niektóre teksty świetnie napisane przez pana Kołakowskiego, w tych murach nabierają promieni i jeszcze większy jest duch spektaklu. Aczkolwiek ten spektakl również w teatrze wywołuje w wielu ludziach i wielu aktorach aurę dobra i miłości. Natomiast jeśli byłyby wyjazdy do kościołów, to tylko się cieszyć. Coś wspaniałego!

***************************

Magdalena Smuk: Gram Agnieszkę, kuzynkę Kiary. Najprawdopodobniej była nawet bliższą jej niż Pacyfika. W spektaklu jestem przyjaciółką Pacyfiki. Taką hulaszczą dziewuszką, która w końcu trafia do zakonu, bo też chyba czuje, że tam jest jej miejsce. Prowadzi życie swobodne: imprezki, alkohol, chłopaki... Nawet są takie sceny, gdzie Agnieszka się trochę udziela...

o.M.D.: Jak się gra takie rolę w porównaniu z innymi sztukami w teatrze?

M.S.: Byliśmy na początku przerażeni, kiedy dostaliśmy materiały muzyczne - że to takie smętne, dołujące, smutne. Kto to na to przyjdzie? Ale z czasem, kiedy trafił do nas reżyser Wojtek Kościelniak, który powiedział nam, dlaczego to jest śpiewane, kiedy usłyszeliśmy aranże muzyczne - bo na początku widzieliśmy to tylko od strony wokalnej - nie było to dla nas ciekawe, wydawało się bardzo monotonne, ponieważ nie ma tam zbyt wielu chórów, rozpisanych na wiele głosów, które lubimy. Kiedy przyszedł Wojtek i roztoczył łunę tej miłości, zaraził nią nas.

To była pierwsza produkcja w tym teatrze, kiedy nie było żadnych sporów, kłótni, nikt nie miał pretensji o to, że przychodzi na cztery godziny prób i siedzi mimo wszystko w garderobie, ponieważ nie jest wzywany na scenę. Wszyscy nagle zjednoczyliśmy się... Jest taka piękna scena drogi krzyżowej, w której pół zespołu bierze udział. Drugie pół siedziało za każdym razem na próbach w kulisach, by się pomodlić. Było to niesamowite wrażenie... Do tej pory myślę, że choć wiele zagraliśmy tych spektakli, to nadal ta atmosfera jest na próbach.

***************************

Marek Kaliszuk: Gram Angelo Tankreda, to jeden z braci Francesco, który się do niego przyłączył. Były rycerz.

o. M.D.: Stwierdził, że zamienia miecz na modlitwę...

M.K.: Na tyle Francesco zachwycił go swoją wizją i swoimi opowieściami, że stwierdza, iż wyzbywa się miecza i wstępuje do zakonu.

o.M.D.: Jakie wrażenia z miejsca grania sztuki?

M.K.: Po pierwsze, to kościół. Po drugie, kilka rzeczy będzie wyglądało inaczej niż w teatrze, bo nie dało się tego przenieść ze względów technicznych. Jeżeli chodzi o atmosferę, myślę, że rzeczywiście będzie to coś wyjątkowego... Tak naprawdę okaże się to dopiero, kiedy rozpocznie się spektakl i będą widzowie. Ta akustyka, mury...

***************************

Tomasz Więcek: W spektaklu gram Bernardo, przyjaciela Francesco. To bogaty mieszczanin. On pierwszy idzie za Francesco, który mówi mu: Chłopie zostaw wszystko, oddaj ludziom - i dawaj ze mną! Idziemy w świat! I tak zrobił. Podobno był naprawdę bardzo bogatym człowiekiem, majętnym młodzieńcem i cały majątek rzeczywiście oddał ludziom i poszedł za Francesco. Tak naprawdę nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem w życiu, stąd trudno znaleźć w sobie odniesienia do tej postaci. Ale jakoś poskładaliśmy to razem....

o.M.D.: Pierwsza próba z tym projektem poza teatrem, jakie wrażenia?

T.W.: Jest przedziwnie, jest mistycznie. Właśnie rozmawiałem z kolegą, że nawet pomimo tego, iż to jest próba tylko, coś próbujemy, kombinujemy na razie - wiadomo, nic tak na stówę nie gramy - a jest tak, że atmosfera katedry, kościoła robi coś takiego, że nawet ta próba jest zupełnie czymś innym niż zazwyczaj.

Już na próbie jest mocno emocjonalnie, ale ja oczekuję, jeżeli można tak powiedzieć, czegoś wyjątkowego. Bo to będzie na pewno zupełnie inne przeżycie niż w teatrze. Przede wszystkim przyjdą ludzie, którzy zazwyczaj przychodzą się modlić w tym miejscu. To nie będzie teatr, w którym aranżujemy pewną przestrzeń, tylko ta przestrzeń już jest.

o.M.D.: Przeniesienie średniowiecznego Franciszka w "dzisiaj"?

T.W.: Dokładnie tak i życzę im tego, żeby przeżyli wspaniałe chwile dzisiaj wieczorem. Na pewno będzie to dla nich rzecz wyjątkowa, tak mi się wydaje. Nam jest bardzo miło, że możemy z tym gdziekolwiek pojechać i szerszej publiczności to pokazać. Spektakl jest rzeczywiście dość trudny do przeniesienia poza teatr. Potrzebne są duże pieniądze, by z tym pojechać.

o.M.D.: Tym bardziej cieszymy się, że jesteście w Kwidzynie.

T.W.: Bywaliśmy tutaj obok, w tetrze w Kwidzynie, ale z innymi sztukami.

o.M.D.: Myślę, że dzięki tej rozmowie poznają was właściciele zamków oraz włodarze miast, z myślą aby was zaprosić...

T.W.: Do Malborka teraz jedziemy.

o.M.D.: To niezdobyta nigdy twierdza. Życzę, byście zdobyli serca mieszkańców i widzów.

T.W.: Zatkniemy tam na górze sztandar.

***************************

Rafał Ostrowski: Gram brata Rufina. To bardzo piękna postać, o ile wiem, blisko związana z samym św. Franciszkiem. Ten brat Rufin to był osobnik, który miał przyjemność egzorcyzmować samego Francesca, uczestniczyć w jego egzorcyzmach, w wypędzaniu z niego złego ducha i złych myśli. Polegało to na tym, że używał języka dość "kwiecistego" i podobno - tak mówią teksty źródłowe, za reżyserem - używał do tego języka dość mocnego. Dzisiaj też niejedne uszy by się zawinęły, takimi ostrymi słowami wypędzał złego ducha...

o. M.D.: Jak się gra sztuki o postaci świętej, ale odległej historycznie?

R.O.: To jest bardzo trudne. Sam spektakl, samo uchwycenie postaci Franciszka nawet w trzy i pół godzinnym spektaklu, to jest niemożliwość. Dajemy tylko ogólny bardzo ogląd samego człowieka, samego bohatera, kogoś absolutnie wyjątkowego. Św. Franciszek jest kimś bardzo, bardzo wyjątkowym w Kościele. Siłą rzeczy jesteśmy zmuszeni do pewnych skrótów, do operowania myślą skondensowaną. Widz raczej wie, kim był św. Franciszek, więc to jest ułatwienie.

o. M.D.: Jest to zatem pewna interpretacja jego życia?

R.O.: Tak, ale oparta w sposób maksymalny na tekstach źródłowych. To wszystko było konsultowane z ludźmi, którzy mają wiedzę teologiczną i wiedzę historyczną, jeśli chodzi o Kościół.

o. M.D.: Czy spektakl zachęci do zgłębiania postaci świętego?

R.O.: Mam nadzieję, że zachęci do tego zarówno spektakl, jak i przepiękna muzyka.

o. M.D.: Tym bardziej, że mamy w tym roku 800 lat od zatwierdzenia reguły zakonu.

R.O.: No proszę, nawet nie wiedziałem, że to w tym roku. To jest wspaniała rocznica. Zachęcam wszystkich do odwiedzenia teatru muzycznego i do zobaczenia musicalu.

o. M.D.: Może czytelnicy franciszkanie.pl zaproszą was i do Krakowa?

R.O.: Bardzo chętnie, jeśli tylko znajdą się na to środki. Jest to potężna produkcja musicalowa. Przyjechaliśmy w trzy autobusy, dwa tiry zwoziły sprzęt, nagłośnienie i scenę.

***************************

Łukasz Dziedzic: Gram Francesco.

o. M.D.: Rozmawiamy już po spektaklu. Jak się gra wielkiego świętego w musicalowej wersji?

Ł.D.: Mam od samego początku duży sentyment do tej roli, dlatego że jest ona bardzo trudna i wymagająca wachlarza wszystkich właściwie znanych człowiekowi emocji, od płaczu po szał. Nawet po niedołęstwo umysłowe, pewien brak kontaktu ze światem zewnętrznym Francesca - do otwartej, szczerej radości, którą święty miał na co dzień, i którą staraliśmy się razem z reżyserem od samego początku wyciągnąć. Jednak przy tylu zmartwieniach, jakie ludzie mają dzisiaj, ciężko jest tak po prostu wyjść i uśmiechnąć się do drugiego człowieka. Trzeba było nauczyć się tej radości wewnętrznej, którą on miał.

o. M.D.: Czy to jest rola, w której ktokolwiek mógłby pana zastąpić? W dużym zespole można niektóre role zastępować...

Ł.D.: Gramy we dwójkę, ja jestem właściwie drugą obsadą. W pierwszej obsadzie gra Michał Kocurek, który dzisiaj niestety nie mógł do nas przyjechać. Ale mam nadzieję, że państwo nie są zawiedzeni. Dałem z siebie naprawdę wszystko!

o. M.D.: Wręcz przeciwnie, pytam tylko o kulisy. Jako franciszkanie chcemy promować tego typu działalność, promować to, co się stało tutaj w Kwidzynie. Jest to dla nas wielkie wyróżnienie, że nasze miasto jest pierwszym miejscem waszej gry poza teatrem.

Ł.D.: Nowe doświadczenie, z tą przestrzenią, z tą akustyką... Bardzo pozytywnie wszystko odebraliśmy. Jesteśmy bardzo zadowoleni z odbioru, niesamowite jest to, że przez dwie i pół godziny w kościele nikt się praktycznie nie poruszył, nie odezwał, panowała cisza i skupienie. Piękne przeżycie...

***************************

o.M.D.: Rozmawiam z Bogdanem Gasikiem, skrzypkiem w teatrze Muzycznym.

B.G.: Oprócz gry staram się organizować eksport naszych produkcji, by wykonywać je w miejscach historycznych i sakralnych. Jak na razie udało nam się.

o. M.D.: Właśnie gdzie następne projekty?

B.G.: 25 lipca - Bytów, 31 lipca - Jastarnia. Zapraszamy!

***************************

o. M.D.: Jest przy mnie Marek Wawryniuk, dyrektor Centrum Kultury w Kwidzynie. Skąd pomysł na "Francesco" w Kwidzynie?

M.W.: Przyszedł z Teatru Muzycznego, który do nas się zwrócił, żeby wystawić w kwidzyńskiej katedrze ten spektakl.

o. M.D.: Można tylko pogratulować otwartości miasta.

M.W.: Dziękuję bardzo.

o. M.D.: Logistycznie to trudne przedsięwzięcie w porównaniu do innych?

M.W.: Jest to największe przedsięwzięcie, które robimy w katedrze, bo jednak trzy samochody sprzętu, plus budowa sceny. To kłopot - na pewno.

o. M.D.: Czy można pogratulować Kwidzynowi, że pierwszym spektaklem poza teatrem muzycznym jest "Francesco"?

M.W.: Zdecydowanie. Jest to pierwszy "Francesco" poza teatrem. Mam nadzieję, że nie jest to ostatnie wydarzenie w kompleksie katedralno-zamkowym.

o. M.D.: Czyli pomysł na wykorzystanie artystyczne tego kompleksu cały czas jest?

M.W.: Ci, którzy zobaczą tę sztukę i mieli okazję widzieć ją w teatrze muzycznym, będą mogli porównać, w której przestrzeni będzie ciekawsza.

o. M.D.: Myślę, że zaowocuje przeniesieniem średniowiecza do średniowiecznych murów.

M.W.: Dokładnie to samo miałem na myśli.

***************************

o.M.D.: Marcin Korwin, dyrektor Teatru Muzycznego w Gdyni. Jest pan wielką postacią współczesnej kultury...

M.K.: Przesada, jak zawsze...

o.M.D.: I jeszcze skromność do tego... Parę słów na temat tego projektu.

M.K.: To duże ryzyko, ponieważ dopiero teraz, w czasie spektaklu poznamy warunki akustyczne. Nie da się tak spróbować, że wprowadzimy widownię i każemy jej przyjść żeby zobaczyła gotowy produkt... Więc jest to duże ryzyko.

o.M.D.: Tym bardziej, że jest to po raz pierwszy poza murami teatru...

M.K.: My mamy już takie doświadczenie. Graliśmy przedstawienie "Jesus Christ Super Star" w kościołach. Wyszło fantastycznie, bardzo się ludziom podobało. Ale każdy kościół ma trochę inną akustykę i może być pewien problem.

o.M.D.: Ten jest trudny?

M.K.: On jest trudny, gdyż we "Francesco" jest trochę inny rodzaj muzyki. Tam była muzyka rockowa, która jest - powiem szczerze - trochę prostsza. Ona jest bardzo piękna, ale dużo prostsza. Tutaj jest jednak duży skład orkiestrowy, inaczej to brzmi. Ale wszystko przed nami. Trzeba tak dużo próbować, aż się dojdzie do doskonałości. Zdaje się, ze o to nam powinno w życiu chodzić...

o.M.D.: Jakie spostrzeżenie jako dyrektora, będącego jednocześnie managerem i patrzącego trochę komercyjnie na wiele rzeczy, które muszą utrzymać w jakiś sposób teatr? Jakie spostrzeżenia o "Francesco" na tle innych innych przedstawień?

M.K.: Mamy obowiązki wobec kultury i traktujemy je bardzo poważnie. Po pierwsze, jest to polski produkt, bo jest autorów polskich i mamy obowiązek, który zresztą nie jest takim obowiązkiem, który ciąży. To raczej jest przyjemność, jeśli udaje się zrobić jakieś przedstawienie bardzo dobre. Uważam, że "Francesco" jest świetnym przedstawieniem, więc jest tylko dobrze. Menager nie oznacza faceta, który myśli tylko o zarabianiu, zwłaszcza że teatr jest dotowany. Więc my nie wszystko musimy zarobić, jakkolwiek oczywiście ma to znacznie.

W wypadku przedstawienia "Francesco" w Kwidzynie w katedrze, to jest składka... My na tym, jako teatr, nie zarabiamy nic. Natomiast muszę opłacić ludzi i to opłaca Kwidzyn, a wszystkie koszty techniczne i transportowe - wszystko to co nas kosztuje - fakt, że przenosimy się poza teatr, pokrywa marszałek województwa pomorskiego. I chwała mu za to. Kilka takich projektów zgłosiliśmy, zostały zaakceptowane i bardzo się z tego cieszymy.

Mamy poczucie obowiązku wobec społeczeństwa ziemi pomorskiej. Wiem, że brzmi to tak jakoś... Ludzie nie przyzwyczajają się do takich sloganów, ale ja taki obowiązek czuję, ponieważ wiem, że wielu ludzi z Kwidzyna przyjeżdża do nas. Ale nie wszyscy mogą, to jest kosztowne, to jest odległość, trzeba poświęcić cały dzień, wraca się w nocy. W związku z tym dla nas wyjazd tutaj jest też pewnym rodzajem służby ludziom. Mamy zresztą zamiar wystawić tu przedstawienie na dziedzińcu zamku. Chcielibyśmy wykorzystać pięknie zrobione podejście pod zamek i być może tu też coś zagramy. W Kwidzynie jesteśmy ze spektaklami dość często jak na teatr, który rzadko wyjeżdża. Ten jest - mogę powiedzieć - kolejnym, z czego bardzo się cieszę.

o.M.D.: Można powiedzieć, że jest to powrót do średniowiecznych trubadurów...

M.K.: Coś w tym jest. Zresztą myślę, że powinniśmy się pokusić o zrobienie takiego spektaklu, który byłby ukłonem w stronę średniowiecza czy odrodzenia - i na przykład w zamkach na Ziemi Pomorskiej pewne rzeczy robić. Czy to się nam uda? Zobaczymy!

***************************

o.M.D.: Przede mną burmistrz Kwidzyna Andrzej Krzysztofiak.

A.K.: Dokładnie nie znałem życiorysu św. Franciszka. Po pierwsze, to świetna lekcja historii, pokazująca jak życie potrafi być piękne i okrutne. Potrafi być i dobre i złe! Takie życie jest, i św. Franciszek to pokazał. Lata młodości - chmurne, durne, dojrzałość, potem niemalże jego świętość za życia, to tak historycznie. A artystycznie wielkie wrażenie, bo otoczenie tej średniowiecznej katedry, świetna muzyka, wspaniała gra aktorów, piękne głosy chóru. Więc to wszystko tak ładnie skomponowane dało znakomity obraz i chyba to, że kilkaset osób, które oglądało ten spektakl, stało i kilka minut, nie szczędząc tchu, wyrażało wdzięczność brawami, świadczy o tym, że ten spektakl, ta postać zrobiły na nas wrażenie. Na mnie zrobiły ogromne.

o.M.D.: Czy to jest nowy rozdział w historii artystycznych wydarzeń w katedrze?

A.K.: W katedrze mieliśmy już wydarzenia artystyczne. Pamiętam, że były chóry zaprzyjaźnionych miast, z Ukrainy i z Celle, z Niemiec. Śpiewał Grzegorz Turnau, śpiewali nasi kwidzynianie, młodzi artyści. Były koncerty organowe syna mojego przyjaciela. Dzięki otwartości proboszczów, poprzednika ks. Wojciecha Kruka i obecnie ks. Ignacego Najmowicza, ta katedra jest otwarta nie tylko na potrzeby religii, ale również na sztukę. Tutaj było połączenie religii i artyzmu, więc było wszystko.

o.M.D.: Dziękuję za rozmowy

Rozmawiał o. Marek Dopieralski OFMConv

Aktorzy i twórcy musicalu "Francesco" oraz zdjęcia ze spetkalu wystawionym w katedrze w Kwidzynie, 5 maja br. / fot.: Mirosław Wiśniewski, Aleksander Łubiński.

Würzburg: biskup z młodzieżą franciszkańską
Biskup Würzburga, Dr. Friedhelm Hofmann, odwiedził grupę młodzieży franciszkańskiej „Fraziskus” działającą przy tamtejszym klasztorze.
Kijów: odznaczenie dla o. Władysława Lizuna
O. Władysław Lizun został odznaczony przez Bronisława Komorowskiego złotym krzyżem zasług za zaangażowanie na rzecz Polaków i kultury polskiej na Ukrainie.
Harmęże: XIV Dni Kolbiańskie
Specjalnym tegorocznego spotkania był fotograf siedmiu kolejnych papieży, Arturo Mari, który dał osobiste świadectwo świętości w codziennym życiu Jana Pawła II.
Albania: rocznica poświęcenia świątyni
W albańskim mieście Fier słowaccy franciszkanie świętowali uroczyście dwudziestą rocznicę poświęcenia pierwszej świątyni na tych rozległych obszarach.
Harmęże: 55 lat kapłaństwa o. Floriana
Franciszkanie w Centrum św. Maksymiliana w Harmężach obchodzili uroczyście w Niedzielę Bożego Miłosierdzia jubileusz 55 lat kapłaństwa o. Floriana Szczęcha.
POLSCY MĘCZENNICY Z PERU

W związku z dużym zapotrzebowaniem mediów przedstawiamy zebrane materiały dotyczące życia, męczeństwa oraz procesu beatyfikacyjnego misjonarzy, którzy zginęli w Peru - o. Zbigniewa Strzałkowskiego i o. Michała Tomaszka. Korzystając z naszych artykułów, każdorazowo należy podać autora i źródło.

copyright © franciszkanie.pl 2001-2012, więcej o franciszkanie.pl - [ statystyki ] - kontakt - Strefa użytkowników Strefa - nowa wersja