Wywiady i reportażeWydarzenia
Więcej o świętychW liturgii, zwyczaje
RefleksjePrezentacje, opracowania
Nowe książkiLudzie
LokalneKultura, w prasie
InternetFormacja i nauka
DokumentyBiblioteka serwisu
AktualnościKlasztory franciszkańskie
Na świecie800-lecie franciszkanów
Wiadomości z tematu: Aktualności:
Rychwałd: Jezus uzdrawia moje zranienia
Pariacoto: Dziś rocznica śmierci polskich męczenników w Peru
Refleksje: Wielki Piątek
Refleksje: Bóg jest miłością
Refleksje: Żyjesz tylko raz, żyj jak święty!
Modlitwa franciszkańska*
Refleksje: W połatanym habicie, ale samolotem
Refleksje: Lourdes - świat w kropelce nadziei
Refleksje: Kim jesteś Niepokalana?
Refleksje: Tylko Miłość jest twórcza
Refleksje: Nowy Rok na nowo
Refleksje: ... nad umykającą codziennością
Refleksje: Bóg jest blisko
Refleksje: Zachowaj przykazania Boga
Refleksje: Poszukaj Boga
Refleksje: Głoś Ewangelię
Refleksje: Dlaczego w Lourdes?
Refleksje: Czas mija - wykorzystaj go dobrze...
Z górskich refleksji: Mój przyjaciel "friend"
Refleksje: Modlitwa na Światowy Dzień Ochrony Środowiska
   Następne Następne
Z górskich refleksji: Mój przyjaciel "friend"
2009-12-03 12:23:44
Szliśmy powoli zastanawiając się gdzie zrobić kolejny krok. Pora była już późna i zrobiło się ciemno. Dni o tej porze roku są dość krótkie, zwłaszcza w górach, zadziwiająco szybko się zmierzcha.

Podpierając się kijem trekkingowym szedłem z przodu. Przyjaciel z czołówką na głowie szedł tuż za mną. Bladym światłem oświetlał drogę, starając się nie odstępować mnie na więcej niż krok. Pomimo egipskich ciemności dość zręcznie udawało nam się przeskakiwać z kamienia na kamień. Byle do przodu, byle do domu! Zmęczony byłem i w dodatku bolała mnie głowa. Wypchany żelastwem plecak niemiłosiernie uciskał mi ramiona. Niecierpliwie więc czekałem na moment, kiedy wreszcie zrzucę go na ziemię.


"Dziesięć metrów!" - krzyknąłem próbując wśród skał wypatrzeć mojego partnera i upewnić się, że mnie usłyszał.

Kończyła się lina. Dziesięć metrów, co prawda, to jeszcze nie koniec - pomyślałem. Niewielkie pole manewru jeszcze mamy, więc nie powinno być źle. Zadzierając głowę do góry wreszcie zobaczyłem wyłaniającą się zza skalnego bloku postać przyjaciela.

"W porządku! Zakładam stanowisko!"

Pogoda była piękna. Czyste niebo, słońce, przyprószone śnieżnym puchem granie Tatr i przyjemny, choć nieco chłodny wiatr. Stojąc w bezruchu przywiązany linami do skały po kilkunastu minutach zacząłem jednak odczuwać zimno. Najbardziej dotkliwie w stopy. Bose, wepchnięte w ciasne buty wspinaczkowe zdawały się drętwieć. Powoli zaczynałem żałować, że w ogóle je założyłem.

Kluczowe trudności drogi mieliśmy już za sobą, więc spokojnie ten ostatni wyciąg dałbym radę przejść w normalnych górskich trepach - myślałem. Zresztą, teraz już za późno na przebieranie, a poza tym i tak nie bardzo jest jak. Stoję na pochyłej półce wpięty do wystających ze ściany starych haków, do których dla bezpieczeństwa dołożyłem jeszcze jednego mechanika. Zbyt dużo kombinacji. Chwila nieuwagi i mógłbym zwalić się na dół. Do szczytu zostało niewiele, więc zacisnę zęby i jakoś wytrzymam.

Po chwili z myślowego zawieszenia wyrwał mnie głos partnera:

"Mam auto!"

"Oki! Nie asekuruję!" - rzuciłem w odpowiedzi.


Jakiś czas później obaj staliśmy na szczycie. Chłodne listopadowe słońce wędrowało po bezchmurnym niebie, a kryształy zmarzniętego śniegu skrzyły się w jego jasnych promieniach. Pomimo zmarzniętych stóp i zgrabiałych od skał dłoni nie czułem już zimna. Pozostało za mną, tam na stanowisku i w ścianie. Przyćmiły go radość wspólnej wspinaczki i satysfakcja zdobytej góry.


Stojąc na szczycie czułem się szczęśliwy i wolny. Bez przywiązań i rozdzierających namiętności, odczuwając jedynie wewnętrzny spokój. Wszystko, co ugniatało mnie przez ostatni czas jakby przestało mieć znaczenie. Przyglądając się swojemu życiu z wysokości znów nabierałem do niego dystansu. Praca, codzienne obowiązki, czasem trudności w relacjach z innymi... Wszystko to wydawało się czymś mało ważnym, przynajmniej teraz. Nawet odległa perspektywa powrotu do domu, pomimo zmęczenia, wcale mnie nie przerażała.

Znów myślałem o tym, że w ostatecznym rozrachunku doświadczenia chłodu, pokonywanych trudności i zmagania się z samym sobą, z własnymi oporami i ograniczeniami wcale nie są tak trudne do zniesienia. Zwłaszcza wtedy, kiedy mam je z kim dzielić. A przecież nie byłem sam. Od początku obaj szliśmy ramię w ramię sprawiedliwie dzieląc między siebie jedzenie i ciężar sprzętu.

Zresztą, również samo wspinanie było czymś więcej, niż tylko pokonywaniem trudności drogi z partnerem od liny. Odkąd zacząłem się wspinać, owa "moralność liny", bardziej kojarzyła mi się z zaufaniem, przyjaźnią, odpowiedzialnością, byciem ze sobą na dobre i na złe, na życie i na śmierć. I miała znaczenie nie tylko w górach, ale w codzienności. Przede wszystkim w odniesieniu do tych, z którymi splatał mnie los.

Pakując sprzęt do plecaka wziąłem do ręki kość i zacząłem bawić się jej mechanicznymi krzywkami.


"Mój przyjaciel friend*!" - uśmiechając się powiedziałem do mojego partnera.

"Niezawodny. Mój przyjaciel friend!" - odpowiedział.

o. Tomasz Pawlik OFMConv

Na zdjęciach, wyprawa w Tatry o. Tomasza Pawlika z Chęcin i ks. Tadeusza Paska z Ostrowca Świętokrzyskiego / fot. arch. autora.

Autor jest franciszkaninem, magistrem teologii, członkiem Świętokrzyskiego Klubu Alpinistycznego, specjalistą terapii uzależnień - w trakcie specjalizacji. Pracownikiem w Oddziale rehabilitacyjno-readaptacyjnym Ośrodka Leczenia Uzależnień od Środków Psychoaktywnych "San Damiano" oraz Hostelu "Wspólnota" w Połańcu.

* friend - mimośrodowy przyrząd służący do zakładania punktów asekuracyjnych w szczelinach o różnej szerokości - w zakresie od 1 do 30 cm.

    zobacz także w galerii:

    1. Na jednej linie - w Alpach Wschodnich

    2. Na jednej linie, czyli taternickie lato

    3. Pireneje

    4. Tatry

    5. Tatry Zachodnie w zimie

    6. Kenia: Wyprawa na Mount Kenya

Würzburg: biskup z młodzieżą franciszkańską
Biskup Würzburga, Dr. Friedhelm Hofmann, odwiedził grupę młodzieży franciszkańskiej „Fraziskus” działającą przy tamtejszym klasztorze.
Kijów: odznaczenie dla o. Władysława Lizuna
O. Władysław Lizun został odznaczony przez Bronisława Komorowskiego złotym krzyżem zasług za zaangażowanie na rzecz Polaków i kultury polskiej na Ukrainie.
Harmęże: XIV Dni Kolbiańskie
Specjalnym tegorocznego spotkania był fotograf siedmiu kolejnych papieży, Arturo Mari, który dał osobiste świadectwo świętości w codziennym życiu Jana Pawła II.
Albania: rocznica poświęcenia świątyni
W albańskim mieście Fier słowaccy franciszkanie świętowali uroczyście dwudziestą rocznicę poświęcenia pierwszej świątyni na tych rozległych obszarach.
Harmęże: 55 lat kapłaństwa o. Floriana
Franciszkanie w Centrum św. Maksymiliana w Harmężach obchodzili uroczyście w Niedzielę Bożego Miłosierdzia jubileusz 55 lat kapłaństwa o. Floriana Szczęcha.
POLSCY MĘCZENNICY Z PERU

W związku z dużym zapotrzebowaniem mediów przedstawiamy zebrane materiały dotyczące życia, męczeństwa oraz procesu beatyfikacyjnego misjonarzy, którzy zginęli w Peru - o. Zbigniewa Strzałkowskiego i o. Michała Tomaszka. Korzystając z naszych artykułów, każdorazowo należy podać autora i źródło.

copyright © franciszkanie.pl 2001-2012, więcej o franciszkanie.pl - [ statystyki ] - kontakt - Strefa użytkowników Strefa - nowa wersja